Otwórz aplikację

Języki kreolskie: Uproszczone wprowadzenie

Języki kreolskie: Uproszczone wprowadzenie

Język kreolski (kreol) to pełnoprawny język ojczysty, który wyrasta z pidżynu — prowizorycznego języka kontaktowego, improwizowanego przez dorosłych i niemającego własnych rodzimych użytkowników, gdy grupy bez wspólnego języka zostają zetknięte przez handel, pracę na plantacji czy migrację. Pidżyn ma niewielkie słownictwo i szczątkową gramatykę; kreol natomiast nie jest niczyim zapożyczonym żargonem, lecz językiem ojczystym całej społeczności, o pełnej sile wyrazu jak każdy inny język. Punktem zwrotnym między jednym a drugim jest nativizacja (przyswojenie jako języka pierwszego): moment, w którym całe pokolenie dzieci dorasta, słysząc pidżyn jako główny materiał językowy, i przekształca go w kompletny język. Na świecie istnieje dziś może sto kreoli, w większości opartych leksykalnie na językach kolonialnych — angielskim, francuskim, portugalskim, hiszpańskim, niderlandzkim — które rozeszły się wraz z handlem atlantyckim i pacyficznym od XVII do XIX wieku.

Kreole mają znaczenie daleko wykraczające poza własne społeczności, bo stawiają głębokie pytanie: skąd bierze się gramatyka zupełnie nowego języka, skoro pidżyn, który dzieci słyszały, prawie jej nie miał? To pytanie stawia kreole w centrum sporu o to, czy ludzka zdolność językowa jest wrodzona — a przy tym, co w językoznawstwie rzadkie, dostarcza czegoś bliskiego naturalnemu eksperymentowi.

Od pidżynu do kreola

Pidżyn to język obdarty do kości. Powstaje w wąskim celu — kupna, sprzedaży, wydawania poleceń na plantacji — między dorosłymi, którzy każdy z osobna mają już własny język ojczysty i potrzebują jedynie zgrubnego pomostu między nimi. Jego słowa są zapożyczone głównie z jednego dominującego języka (tzw. leksyfikatora), gramatyka jest minimalna i chwiejna, a co najważniejsze — nie należy do nikogo jako mowa ojczysta. Pidżyn może pozostawać pidżynem przez pokolenia, użyteczny, ale ograniczony, dopóki każdy, kto nim mówi, wcześniej nauczył się jakiegoś pełnego języka.

Przełom następuje, gdy okoliczności stawiają dzieci w społeczności, w której pidżyn jest głównym językiem, jaki słyszą. Te dzieci nie mogą prowadzić całego swojego życia umysłowego i społecznego na szczątkowym kodzie — i nie prowadzą. Przyswajają pidżyn jako język pierwszy i przy okazji go rozbudowują: ustalają regularny szyk zdania, dodają sposoby oznaczania czasu i aspektu, budują zdania podrzędne i porządkują słownictwo. Na wejściu ubogi materiał, na wyjściu pełna gramatyka. Ta rozbudowa to właśnie nativizacja, a jej produktem jest kreol — język, którego można się już uczyć od urodzenia i którego się tak uczy. Ponieważ skok jest związany z pokoleniem uczących się języka pierwszego, kreolizacja może przebiegać uderzająco szybko, czasem w ciągu jednego pokolenia, a nie przez powolne stulecia, które przekształciły łacinę we francuski czy hiszpański.

Cechy i przykłady

Tym, co rozsławiło kreole, jest fakt, że kreole powstałe w zupełnie różnych miejscach — na Karaibach, w Afryce Zachodniej, na Pacyfiku, na Oceanie Indyjskim — z zupełnie różnych leksyfikatorów i języków substratowych mimo to przypominają się nawzajem gramatycznie w zaskakującym stopniu. Wiele z nich ma szyk podmiot–orzeczenie–dopełnienie, oznacza przeczenie przed czasownikiem, a co najbardziej uderzające — wyraża czas, tryb i aspekt nie końcówkami, lecz stałym ciągiem krótkich słów stawianych przed czasownikiem.

  • Tok pisin, kreol o leksyfikatorze angielskim i jeden z języków narodowych Papui-Nowej Gwinei (używany przez kilka milionów ludzi), oznacza przyszłość przedczasownikową partykułą bai — startą z angielskiego „by and by” („po jakimś czasie”) — jak w bai mi go, „pójdę”. Zaczął jako pidżyn plantacyjny, a dziś przyswaja go rodzimie coraz więcej dzieci.
  • Kreol haitański, kreol o leksyfikatorze francuskim, którym mówi około dziesięciu–dwunastu milionów ludzi i który od 1987 roku jest — obok francuskiego — językiem urzędowym Haiti, korzysta z tego samego schematu: li vini „on przychodzi”, li te vini „on przyszedł” (marker uprzedniości te), li ap vini „on przychodzi/właśnie idzie” (marker progresywny ap), li pral vini „on zaraz przyjdzie” (marker przyszłości pral) — każdy czas to osobny marker przed czasownikiem, a nie odmieniona końcówka.

Kreole rozkładają się też zwykle wzdłuż kontinuum: „głęboka” odmiana najdalsza od leksyfikatora (bazylekt) przechodzi przez formy pośrednie aż do odmiany bliskiej standardowemu językowi prestiżowemu (akrolekt), a mówiący przesuwają się po tej skali zależnie od regionu, wykształcenia i sytuacji. A tam, gdzie kreol żyje obok swojego leksyfikatora, wciąż wchłania z niego cechy. W efekcie żadne dwa kreole nie są identyczne — a jednak ich rodzinne podobieństwo jest na tyle realne, że domaga się wyjaśnienia, i to właśnie to podobieństwo próbują wytłumaczyć teorie opisane niżej.

Bioprogram Bickertona i nikaraguański język migowy

Najśmielsze wyjaśnienie zaproponował językoznawca Derek Bickerton. W książce Roots of Language (1981), a najpełniej w szeroko dyskutowanym artykule z 1984 roku w Behavioral and Brain Sciences, przedstawił hipotezę bioprogramu językowego (ang. language bioprogram hypothesis). Bickerton badał hawajski pidżyn angielski i kreol, który po nim nastąpił, i dowodził, że dzieci, które stworzyły ten kreol, nie mogły wziąć jego gramatyki z pidżynu — bo pidżyn po prostu jej nie zawierał — ani z licznych języków substratowych swoich rodziców, które były między sobą niezgodne. Gramatyka, konkludował, wzięła się z wnętrza: dzieci są wyposażone we wrodzoną gramatykę domyślną, „bioprogram”, i gdy język otoczenia jest zbyt ubogi, by go nadpisać, wracają do niego i budują kreol według jego specyfikacji. To — na jego koncie — powód, dla którego kreole na całym świecie się do siebie upodabniają: wszystkie odczytują ten sam wrodzony plan.

To mocny argument natywistyczny i tak też został przyjęty. Steven Pinker uczynił go jednym z filarów swojej tezy, że język jest instynktem, traktując kreolizację jako spontaniczne wytwarzanie przez dzieci gramatyki, której nigdy nie było w materiale wejściowym — żywy dowód na to, że umysł dostarcza tego, czego nie daje doświadczenie.

Najbardziej przekonujący współczesny odpowiednik nie jest wcale kreolem mówionym. Gdy około 1980 roku w Managui w Nikaragui otwarto szkoły dla dzieci głuchych, zebrały one dzieci, które dorastały jedynie z improwizowanymi gestami domowymi i bez żadnego wspólnego języka. W ciągu kilku lat dzieci taki język zbudowały — nikaraguański język migowy (ISN) — i, co znamienne, to najmłodsi przybysze, a nie nauczyciele czy starsi uczniowie, pchali go ku pełnej gramatyce. Psycholingwistki Ann Senghas i Marie Coppola pokazały, że kolejne kohorty młodych migających systematyzowały język, wprowadzając regularną gramatykę przestrzenną, której pierwszej kohorcie brakowało; każda nowa fala dzieci nie tylko kopiowała poprzedników, lecz reorganizowała to, co dostawała, w coś bardziej ustrukturyzowanego. Tu, w czasie rzeczywistym i pod obserwacją, dzieci przekształciły fragmentaryczny materiał w gramatykę — najwyraźniejszy jak dotąd dowód, że młody umysł czynnie tworzy strukturę językową, a nie tylko ją wchłania.

Spór: bioprogram czy kontakt językowy?

Mocna wersja Bickertona nie przetrwała w całości. Krytycy uderzyli w nią naraz z dwóch stron. Substratyści dowodzili, że gramatyka kreoli nie jest wyczarowana z niczego, lecz odziedziczona po językach substratowych — językach afrykańskich zniewolonych użytkowników, których struktury przeniesiono, nawet gdy słownictwo przesunęło się ku leksyfikatorowi. Superstratyści odpowiadali, że znaczna część gramatyki pochodzi z niestandardowych, potocznych odmian samego leksyfikatora. Bardziej ekologiczne ujęcie, rozwinięte przez Salikoko Mufwenego, traktuje kreolizację jako konkurencję i selekcję w obrębie „puli cech” (ang. feature pool): cechy gramatyczne wszystkich języków w kontakcie zostają wrzucone do jednej puli, a warunki społeczne i językowe rozstrzygają, które z nich wygrywają — bez wrodzonego planu i bez jednego momentu stworzenia.

Odparł też zapis historyczny. Ponowne analizy kreola hawajskiego — kluczowego przypadku samego Bickertona — wykazały, że czerpał on z języków substratowych bardziej i formował się dłużej, przez więcej pokoleń, niż dopuszczała historia o jednym pokoleniu napędzanym bioprogramem. A Michel DeGraff, językoznawca i rodzimy użytkownik kreola haitańskiego, wytoczył szerszy zarzut, który nazywa krytyką kreolskiego wyjątkowizmu (ang. creole exceptionalism): założenia, że kreole są szczególną, prostszą klasą języków, powstałą mechanizmem odmiennym niż zwyczajna zmiana językowa. Kreole, dowodzi, to zwyczajne języki ludzkie, które powstały przez zwyczajny kontakt i przyswajanie; traktowanie ich jako wyjątkowych ma korzenie tyleż w kolonialnym uprzedzeniu, co w językoznawstwie.

Gdzie to zostawia spór? Mocny bioprogram — szczegółowa wrodzona gramatyka uruchamiana ubogim materiałem — jest dziś poglądem mniejszości; większość kreolistów tłumaczy międzykreolskie podobieństwa wspólnymi dziejami społecznymi, podobnymi typami substratu i ogólnymi właściwościami uczenia się języka w warunkach kontaktu. Ale łagodniejsza i trwalsza teza się broni, a nikaraguański język migowy podtrzymuje ją przy życiu: gdy dzieci dostają mniej struktury, niż potrzebuje język, niezawodnie dokładają strukturę własną. Czy ta struktura pochodzi z wyspecjalizowanego narządu gramatycznego, czy z potężnego uczenia się ogólnego przeznaczenia — to właśnie nierozstrzygnięte pytanie leżące u sedna sporu o natywizm.

Co z tego wynika dla nauki języka

Kreole dotyczą tego, jak dzieci budują język pierwszy, więc ich lekcja dla dorosłego ucznia jest pośrednia — ale prawdziwa. Nagłówek jest pokrzepiający: ludzki umysł nie tylko przechowuje język, który dostaje, lecz na nim pracuje — regularyzuje go i uzupełnia, aż zdoła unieść całe życie. Ta siła to ta sama zdolność, na której wspiera się każdy uczący się, i jest to mocny dowód, że nikt nie jest „niezdolny do języków” z konstytucji. To także przypomnienie, jak bardzo spór wciąż pozostaje otwarty — świadectwo kreoli tnie w obie strony, tak jak dane terenowe wokół pirahã i mocne tezy o wrodzoności u Pinkera.

Praktyczny wniosek jest tym, co rywalizujące teorie mają wspólnego. Czy dzieci dokańczają kreol z wrodzonego bioprogramu, czy składają go z puli cech wokół siebie — robią to z jednego: z zalewu sensownych wypowiedzi używanych w realnych sytuacjach. Nie uczą się języka z tabelek odmian; wydobywają jego gramatykę ze zdań. U dorosłego mechanizm jest mniej automatyczny, ale paliwo to samo — gramatykę internalizuje się najszybciej z całych zdań, spotykanych i tworzonych wielokrotnie w kontekście, z jawnymi regułami jako rusztowaniem, a nie punktem wyjścia — i to jest zasada stojąca za nauką pełnymi zdaniami z aktywnym przypominaniem. Uczciwe zastrzeżenie jest zwykłe: dorosły to nie dwulatek tworzący kreol na podwórku, więc nauka w dorosłości opiera się mocniej na uwadze, pamięci i celowym ćwiczeniu — dlatego metoda ma dla dorosłego znaczenie, jakiego nigdy nie ma dla dzieci, które wynajdują języki.

FAQ

Czym różni się pidżyn od kreola?

Pidżyn to uproszczony język kontaktowy z niewielkim słownictwem i minimalną gramatyką, używany między dorosłymi, z których każdy ma już własny język ojczysty i potrzebuje jedynie zgrubnego wspólnego pomostu — nie ma on własnych rodzimych użytkowników. Kreol to to, czym pidżyn się staje, gdy pokolenie dzieci dorasta, mówiąc nim jako mową ojczystą: rozbudowuje go w pełny język z kompletną gramatyką. Ten krok, zwany nativizacją, jest linią graniczną między jednym a drugim.

Czym jest hipoteza bioprogramu językowego Bickertona?

To teza, wysunięta przez Dereka Bickertona w 1981 i 1984 roku, że gramatyczne podobieństwa kreoli powstałych w bardzo różnych miejscach biorą się z wrodzonego „bioprogramu” — domyślnej gramatyki, do której dzieci wracają, gdy słyszany pidżyn jest zbyt ubogi, by jakąkolwiek dostarczyć. W mocnej wersji jest to dziś pogląd mniejszości, podważany przez ujęcia substratowe, superstratowe i kontaktowe, ale wyznaczył pytanie, nad którym kreoliści wciąż pracują: ile z nowego języka pochodzi od dziecka, a nie z materiału wejściowego.

Dlaczego językoznawcy interesują się nikaraguańskim językiem migowym?

Bo pozwolił badaczom obserwować powstawanie języka od zera. Głuche dzieci zebrane w Managui około 1980 roku, bez wspólnego języka, w ciągu kilku lat zbudowały nikaraguański język migowy, a najmłodsze kohorty stopniowo dokładały strukturę gramatyczną, której brakowało starszym. To najwyraźniejszy zaobserwowany przypadek przekształcania przez dzieci fragmentarycznego materiału w pełną gramatykę — odpowiednik w czasie rzeczywistym tego, co według badaczy dzieje się, gdy pidżyn staje się kreolem.

Źródła