Początki języka: od Homo erectus do Homo sapiens
Pochodzenie języka — pytanie o to, kiedy, dlaczego i w jaki sposób nasi przodkowie zaczęli mówić — należy do najstarszych pytań, jakie człowiek zadał sam o sobie, i zarazem do najtrudniejszych do rozstrzygnięcia. Język nie zostawia skamieniałości. Słowa nie przetrwają w skale tak jak kości czy narzędzia z kamienia, nie ma więc chwili, którą moglibyśmy wskazać palcem i powiedzieć: “tu zaczęła się mowa”. Wszystko, co twierdzimy o początkach języka, jest wnioskiem wyprowadzonym z pośrednich śladów: kształtu prastarej krtani, genu dzielonego z neandertalczykami, zadrapania ochrą na ścianie jaskini. To czyni całą dziedzinę wyjątkowo spekulatywną — i warto powiedzieć to na samym wstępie.
Ostrożność nie jest niczym nowym. W 1866 roku Société de Linguistique de Paris — Paryskie Towarzystwo Językoznawcze — wpisało do swojego statutu, że nie przyjmie żadnych prac o pochodzeniu języka. Temat wywołał tyle niesprawdzalnych spekulacji, że poważni badacze traktowali go jak ślepą uliczkę, a zakaz (choć jego późniejsza legenda bywa przesadzona) na blisko sto lat wyparł to pytanie z nauki z prawdziwego zdarzenia. Dopiero od lat 70. XX wieku, gdy genetyka, archeologia i anatomia porównawcza dały badaczom coś pewniejszego niż domysły zza biurka, badania nad ewolucją języka odżyły. To, co następuje, należy czytać w tym duchu: jako przegląd dowodów i konkurujących hipotez, a nie rozstrzygniętą opowieść.
Dowody pośrednie: anatomia, geny i archeologia
Ponieważ samej mowy nie da się wykopać z ziemi, badacze szukają jej warunków wstępnych i jej ubocznych śladów — anatomii, która umożliwia złożoną wokalizację, genów budujących układ mowy i języka oraz archeologicznych oznak symbolicznego umysłu, który język wyraża. Każda z tych linii dowodowych jest sugestywna; żadna nie jest rozstrzygająca.
Anatomia. Nowoczesna mowa zależy od nisko położonej krtani i giętkiego traktu głosowego oraz od precyzyjnej kontroli języka i oddechu. Dwa szeroko dyskutowane tropy to kość gnykowa i kanał podjęzykowy. Wyjątkowo kompletną kość gnykową neandertalczyka — małą, podkowiastą kostkę, do której przyczepiają się mięśnie języka — odnaleziono w jaskini Kebara w Izraelu i datowano na około 60 tysięcy lat; jej wielkość i kształt są niemal nie do odróżnienia od ludzkiej, co pokazuje, że neandertalczycy byli przynajmniej anatomicznie wyposażeni do wydawania dźwięków przypominających mowę. Podobieństwo kształtu nie dowodzi jednak podobieństwa użycia i sprawa nie jest zamknięta. Kanał podjęzykowy (którym biegnie nerw sterujący językiem) uznano niegdyś za wskaźnik mowy, argumentując, że mówiący potrzebują grubszego nerwu; DeGusta i współpracownicy (1999) wykazali następnie, że rozmiar kanału jest zbyt zmienny — pokrywa się z małpami człekokształtnymi i australopitekami — by mógł służyć za wiarygodny sygnał. Lekcja z tego sporu jest taka, że sprzęt potrzebny do mowy gromadził się prawdopodobnie stopniowo i istniał zapewne na długo przed jakąkolwiek datą, którą umielibyśmy wskazać.
Geny. Genem najczęściej kojarzonym z językiem jest FOXP2. Zwrócił on uwagę za sprawą “rodziny KE”, której mniej więcej połowa członków odziedziczyła jego mutację, a wraz z nią poważne trudności w kontrolowaniu ust i twarzy podczas mówienia (Lai i in., 2001). Co istotne, okazało się, że neandertalczycy mają te same dwie swoiste dla człowieka zmiany w FOXP2, co sugeruje, że wariant ten wyprzedza nasze rozejście się z nimi sprzed kilkuset tysięcy lat. FOXP2 stanowczo nie jest jednak “genem języka”: to gen regulatorowy, aktywny w wielu tkankach i gatunkach, a wczesna opowieść o jego ostrym, niedawnym doborze została później zakwestionowana. Jest jednym z elementów układu genetycznego, który wciąż rozumiemy tylko częściowo — co przypomina, jak daleko dowodom do prostej odpowiedzi.
Archeologia. Najbardziej namacalne ślady pochodzą nie od mowy, lecz od symboliki — zachowania, z którym język jest nierozerwalnie związany. W jaskini Blombos w Republice Południowej Afryki kawałki ochry z celowo wyrytym wzorem kraty datowane są na około 77–73 tysiące lat, a paciorki z muszli i użycie pigmentu z tego samego stanowiska wskazują na umysł operujący symbolami. Ponieważ symbol jest arbitralnym, umownym połączeniem formy i znaczenia — dokładnie tym, czym jest słowo — wielu badaczy odczytuje takie znaleziska jako pośredni dowód, że w pełni symboliczny język był w użyciu, przynajmniej u Homo sapiens, już w tym okresie. Również tutaj wnioskowanie jest pomostem, nie dowodem: symboliczna sztuka zakłada symboliczny umysł, a symboliczny umysł to taki, który ma język.
Kiedy narodził się język? Homo erectus czy Homo sapiens?
To tutaj uczciwość wobec niepewności liczy się najbardziej, bo uczciwa odpowiedź to przedział setek tysięcy — być może blisko dwóch milionów — lat, a jego krańce należą do różnych argumentów.
Ostrożny nurt główny wiąże w pełni nowoczesny, składniowo bogaty język z Homo sapiens i ostatnimi kilkuset tysiącami lat, a najwyraźniejszym jego śladem czyni eksplozję symboliki środkowej i późnej epoki kamienia (Blombos i to, co po nim). Wspólny wariant FOXP2 i nowocześnie wyglądająca kość gnykowa neandertalczyka przesuwają przynajmniej pewną zdolność mowy dalej wstecz — prawdopodobnie do wspólnego przodka ludzi i neandertalczyków, może 500–700 tysięcy lat temu.
Śmielsza mniejszość sięga znacznie głębiej, do Homo erectus — gatunku żyjącego od około 1,9 miliona do kilkuset tysięcy lat temu. Językoznawca Daniel Everett dowodzi, że Homo erectus miał już prostą formę języka — a jego argument opiera się nie na skamieniałościach krtani, lecz na zachowaniu: erectus wytwarzał wyrafinowane narzędzia, panował nad ogniem, współdziałał w polowaniu i zdaje się, że pokonywał otwarte wody, docierając na wyspy — dokonania, które trudno byłoby zorganizować i przekazywać bez jakiejś komunikacji symbolicznej. Jego zdaniem, gdy tylko hominin potrafił potraktować jedną rzecz jako oznaczającą inną — znak jako ideę — do języka był “już tylko krok”, a resztę dopełniła kultura. To pobudzająca hipoteza — i naprawdę sporna: wielu badaczy uznaje dowody z zachowań za możliwe do pogodzenia z wyrafinowanym, ale niejęzykowym poznaniem, a tak głębokie datowanie za niemożliwe do udowodnienia na obecnych danych. Należy ją czytać jako jedno z poważnych stanowisk w otwartej debacie, nie jako fakt ustalony — i ta sama ostrożność dotyczy okrągłej liczby “milion lat”, którą często się z nią wiąże.
Jak się zaczęło? Gest i głos
Obok pytania kiedy jest pytanie, w jakim medium język pojawił się najpierw — a tu główny podział przebiega między ujęciami gestowymi a wokalnymi.
Hipoteza gestu pierwszego (gesture-first), kojarzona m.in. z Michaelem Corballisem, głosi, że wcześni homininowie porozumiewali się symbolicznie rękami, zanim rolę przejął głos, i wskazuje na łatwość, z jaką ludzie do dziś gestykulują, na języki migowe powstające spontanicznie wszędzie tam, gdzie zbierają się osoby niesłyszące, oraz na manualne zdolności innych małp człekokształtnych. Jej najtrudniejszym problemem jest “przekazanie pałeczki”: wyjaśnienie, dlaczego i jak system gestowy przeniósł się do kanału głosowego. Ujęcia ciągłości wokalnej idą w drugą stronę, wyprowadzając mowę z zawołań i okrzyków przodków z rzędu naczelnych, a jeszcze inni upatrują pomostu w śpiewie i wspólnej muzyce. Żadnego z tych ujęć nie da się dziś rozstrzygnąć — i nie muszą się one wykluczać: wczesna komunikacja była najpewniej wielomodalna, łączyła ręce, głos i twarz.
Szeroko używanym pomysłem porządkującym te debaty jest protojęzyk Dereka Bickertona: propozycja, że przed pełną gramatyką istniał prostszy etap znaczących słów zestawianych ze sobą bez rozbudowanej składni — treść bez maszynerii łączenia. W tym obrazie pierwsze “języki” byłyby krótkimi sekwencjami słów, bliższymi “jedz… ogień… chodź” niż nowoczesnemu zdaniu, a złożona gramatyka pojawiła się później, gdy naciski coraz bardziej złożonego świata społecznego zaczęły ją premiować. Złożona gramatyka nie jest w tym ujęciu ani pierwszą rzeczą, jaką język miał, ani jego ścisłym wymogiem — twierdzenie, które łączy się ze sporami o to, czym gramatyka w ogóle jest: od hierarchii Chomsky’ego po pytanie, co rozumiemy przez gramatykę języka.
Powolna adaptacja czy nagły skok? Pinker i Bloom kontra Chomsky
Nawet badacze zgodni co do tego, że zdolność do języka jest wbudowana w ludzką biologię, ostro różnią się co do tego, jak się tam znalazła — i to najgłębsza linia podziału w tej dziedzinie.
Po jednej stronie stoi stanowisko adaptacjonistyczne, najbardziej wpływowo bronione przez Stevena Pinkera i Paula Blooma w pracy z 1990 roku Natural Language and Natural Selection. Gramatyka, dowodzą, wykazuje dokładnie ten rodzaj misternej złożoności — wielu części współpracujących dla jednej funkcji — która w biologii jest odciskiem palca powolnego doboru naturalnego i niczego innego; język musiał więc ewoluować stopniowo, jak oko, ponieważ pomagał naszym przodkom porozumiewać się, a przez to przetrwać i się rozmnażać. To pogląd rozwinięty obszernie w ujęciu języka jako instynktu i ewolucji zdolności językowej u Pinkera, a pracy z 1990 roku szeroko przypisuje się to, że ponownie uczyniła ewolucję języka poważnym pytaniem naukowym po długim wygnaniu.
Po drugiej stronie Noam Chomsky od dawna wątpi, by dobór naturalny wyjaśniał rdzeń języka. We wpływowej pracy z 2002 roku, napisanej z Markiem Hauserem i Tecumsehem Fitchem, wąską zdolność językową utożsamiono z rekurencją — operacją (często zwaną Merge), która pozwala skończonym jednostkom łączyć się w nieograniczone, zagnieżdżone struktury — i zasugerowano, że ta pojedyncza zdolność mogła pojawić się stosunkowo nagle, jako produkt uboczny jakiejś innej zmiany w mózgu, a nie zostać złożona kawałek po kawałku przez dobór na potrzeby komunikacji. W tym ujęciu spora część “konstrukcji” języka wcale nie jest adaptacją do mówienia. Spór nie dotyczy tego, czy język jest biologiczny — obie strony to przyjmują — lecz stopniowego narastania kontra stosunkowo nagłego początku, i pozostaje on naprawdę nierozstrzygnięty.
Co z tego wynika dla nauki języka
Gdy zebrać te wątki razem, jedno przetrwa każdą wersję sporu, niezależnie od tego, jak ostatecznie rozstrzygnie się datowanie i mechanizm: język nie jest przypadkowym kulturowym gadżetem doczepionym do mózgu ogólnego przeznaczenia, lecz częścią biologicznego wyposażenia naszego gatunku. Czy ta zdolność ma 200 tysięcy, czy ponad milion lat, czy przyszła powolnym doborem, czy nagłą reorganizacją — ludzki mózg jest na nią gotowy w sposób, w jaki nie jest mózg żadnego innego zwierzęcia. To rdzeń natywizmu, poglądu, że język jest wrodzony, i naprawdę pokrzepiający fakt dla każdego, kto uczy się drugiego języka: nie próbujesz czegoś obcego swojej naturze — używasz na nowo maszynerii, z którą się urodziłeś i którą raz już rozpędziłeś do biegłości, jako dziecko.
Wynikają stąd dwie praktyczne wskazówki. Po pierwsze, głębokie dowody sugerują, że język zaczął się od znaczących jednostek w użyciu — słów i krótkich wypowiedzi wykonujących realną pracę komunikacyjną — na długo przed rozbudowaną gramatyką, a dzieci wciąż przyswajają go z zalewu takich wypowiedzi, a nie z recytowanych w oderwaniu reguł. To mocny argument, by naukę osoby dorosłej budować z całych, znaczących zdań spotykanych i wytwarzanych w kontekście, z gramatyką jako rusztowaniem, a nie punktem wyjścia. Po drugie, jeśli ta zdolność naprawdę jest standardowym wyposażeniem biologii, to zadaniem nauki jest nie tyle zainstalowanie czegoś nowego, ile karmienie i ćwiczenie tego, co już jest — przez powtarzane, rozłożone w czasie, aktywne używanie, aż wzorce zaczną działać same. Właśnie na tym opiera się nauka oparta na zdaniach, z aktywnym przypominaniem i powtórkami w interwałach: pracować zgodnie z ziarnem umysłu, który ewolucja już zbudowała pod język.
FAQ
Kiedy narodził się ludzki język?
Nikt nie wie na pewno, a każdą pojedynczą datę należy traktować z rezerwą. Ostrożny nurt główny wiąże w pełni nowoczesny, gramatycznie bogaty język z Homo sapiens i ostatnimi kilkuset tysiącami lat, a najwyraźniejszym jego śladem czyni symboliczne artefakty, takie jak ryty w ochrze z Blombos (około 77–73 tysiące lat temu). Wspólna genetyka i anatomia z neandertalczykami przesuwają pewną zdolność mowy wstecz o być może pół miliona lat lub więcej. Śmielsza mniejszość, w tym Daniel Everett, dowodzi, że prosty język istniał już u Homo erectus, nawet milion do dwóch milionów lat temu — to pobudzająca, lecz sporna teza, nie fakt ustalony.
Skoro język nie zostawia skamieniałości, jak w ogóle badać jego początki?
Tylko pośrednio. Badacze wnioskują o języku z trzech rodzajów śladów: anatomii (kości takich jak gnykowa neandertalczyka z jaskini Kebara, które pokazują fizyczną zdolność do mowy), genetyki (genów takich jak FOXP2, uczestniczących w układzie mowy i języka, choć FOXP2 nie jest po prostu “genem języka”) oraz archeologii (symbolicznych przedmiotów, jak ryta ochra i paciorki, które zakładają operujący symbolami umysł, jakiego język wymaga). Każdy z nich jest raczej sugestywny niż rozstrzygający — dlatego dziedzina pozostaje naprawdę niepewna, i dlatego Paryskie Towarzystwo Językoznawcze zakazało niegdyś tego tematu wprost, w 1866 roku.
Czy język wyewoluował stopniowo, czy pojawił się nagle?
To centralny, otwarty spór. Steven Pinker i Paul Bloom (1990) dowodzą, że misterna konstrukcja gramatyki jest odciskiem palca powolnego doboru naturalnego, więc język wyewoluował stopniowo, jak każda złożona adaptacja. Noam Chomsky, z Hauserem i Fitchem (2002), lokuje rdzeń języka w rekurencji i sugeruje, że mogła ona pojawić się stosunkowo nagle, jako produkt uboczny innej zmiany w mózgu. Obie strony zgadzają się, że język jest częścią ludzkiej biologii; różnią się co do tego, czy został złożony kawałek po kawałku, czy przyszedł skokiem.
Źródła
- O zakazie Société de Linguistique de Paris z 1866 roku i jego legendzie — zob. omówienie “The Myth Surrounding the Ban by the Société de Linguistique de Paris”, w The Evolution of Language (World Scientific).
- B. Arensburg i in., “A Middle Palaeolithic human hyoid bone” (jaskinia Kebara), Nature 338 (1989): 758–760; oraz D. DeGusta i in. o kanale podjęzykowym, Journal of Human Evolution (1999).
- C. S. L. Lai i in., “A forkhead-domain gene is mutated in a severe speech and language disorder” (FOXP2, rodzina KE), Nature 413 (2001): 519–523; oraz J. Krause i in., “The Derived FOXP2 Variant of Modern Humans Was Shared with Neandertals”, Current Biology 17 (2007).
- C. Henshilwood i in., “An abstract drawing from the 73,000-year-old levels at Blombos Cave, South Africa”, Nature 562 (2018): 115–118.
- Steven Pinker i Paul Bloom, “Natural Language and Natural Selection”, Behavioral and Brain Sciences 13 (1990): 707–784; oraz M. Hauser, N. Chomsky i W. T. Fitch, “The Faculty of Language: What Is It, Who Has It, and How Did It Evolve?”, Science 298 (2002): 1569–1579.
- Michael C. Corballis, “Reflections on the ‘gesture-first’ hypothesis of language origins”, Psychonomic Bulletin & Review 24 (2017); oraz Daniel L. Everett, How Language Began (Liveright, 2017), o hipotezie Homo erectus.